Wybierz region

Wybierz miasto

    Woda bez zarządcy<br><font color="#006699"><b>Gazeta Krakowska</font></b>

    Autor: MF

    2003-02-22, Aktualizacja: 2004-12-17 23:40 źródło: Polska Gazeta Krakowska

    Nic nie wskazuje na to, że pod zasypaną śniegiem, ogromną powierzchnią znajduje się czysta woda, ryby i plątanina roślin. Mały staw Płaszowski wydaje się być zapomniany przez wszystkich - od samorządowców, po samych ...

    Nic nie wskazuje na to, że pod zasypaną śniegiem, ogromną powierzchnią znajduje się czysta woda, ryby i plątanina roślin. Mały staw Płaszowski wydaje się być zapomniany przez wszystkich - od samorządowców, po samych mieszkańców miasta.


    Mały zalew. sięgający od ulicy Powstańców Śląskich aż po nowe osiedla przy Koźlarskiej, przegrywa w rywalizacji ze swoim większym bratem - zalewem Bagry. To tam skupia się letnie, wypoczynkowe życie dzielnicy, także tam odbywają się wszystkie imprezy z wodą związane. Także tam wykorzystywana jest większość środków przekazywanych na bezpieczny wypoczynek krakowian, przeznaczana przez Wydział Spraw Społecznych. Jego pracownicy mają wiele koncepcji i pomysłów zagospodarowanie większego stawu.


    - Mniejszym się, niestety, nie zajmujemy - mówi Ewa Florczyk z Wydziału Spraw Społecznych. Miejsce jest to tak ważne dla krakowian, że podlega kilku magistrackim wydziałom. Chyba właśnie dlatego odpowiedzialność rozmywa się. Nie opiekuje się małym stawem ani krakowski sanepid, ani organizacje ekologiczne.


    Wędkarze chcieli, ale...


    Latem, na piaszczystym zejściu do wody od strony ulicy Powstańców Śląskich spotkać można nielicznych miłośników wypoczynku. Niektórzy z nich próbują brodzić przy brzegu po wodzie, boją się jednak głębiej zanurzyć. Najchętniej i najdłużej pływają po nim kaczki. Natomiast krakowiane o wiele chętniej wybierają większy, doinwestowany zalew.


    - Na dzień dzisiejszy nikt nie zarządza małym stawem. Jest to ,woda" gminna, o dzierżawę której jeszcze w ubiegłym roku starali się wędkarze z Polskiego Związku Wędkarskiego. Niestety, nie udało im się z gminą dogadać - tłumaczy Zygmunt Włodarczyk, prezes KS Płaszowianka, który od Miasta dzierżawi większy staw.


    Staw powinien być czyszczony


    - Niewątpliwym plusem tego miejsca jest fakt, że jeszcze dwa lata temu woda miała pierwszą klasę czystości. Niestety, jest też dosyć płytki, w dużej części zarasta roślinnością, przez co staje się też niebezpieczny - mówi Zygmunt Włodarczyk. To także miejsce zdradliwe. Bujnie rosnące pod wodą rośliny tworzą pozorne dno na głębokości około 1,5 metra. Pod nimi znajduje się woda i dopiero dno właściwe. Pływak, który zaplątałby się w rośliny - miałby poważne problemy z wypłynięciem na powierzchnię.


    - To miejsce pilnie potrzebuje zarządcy, który utrzymałby staw w odpowiedniej kondycji, a przede wszystkim czyścił go. Na pewno nie podejmie się tego osoba prywatna. Polski Związek Wędkarzy wydaje się być odpowiednią instytucją - kończy Zygmunt Włodarczyk.



    W małym stawie Płaszowskim występuje zjawisko przyduchy. Niewielka głębokość stawu i jego nagrzanie przez słońce powodują bujny rozrost podwodnej roślinności. Nie sprzyja to natomiast zarybianiu stawu. Pięć lat temu staw zarybiany był amurem. Niestety, ze względu na przyduchę właśnie - ryby wyginęły.

    Sonda

    Jak często odwiedzasz nasz serwis?

    • jestem pierwszy raz (46%)
    • od czasu do czasu (32%)
    • codziennie (22%)