Lockdown w Zakopanem. "Wiele firm działa, ale w podziemiu, po cichu. Boją się kontroli"

Łukasz Bobek
Łukasz Bobek
Turyści w Zakopanem są. Tam w weekend wyglądała Gubałówka. Spora część przyjechała na jednodniowy wypad. Z pewnością jednak nie wszyscy.
Turyści w Zakopanem są. Tam w weekend wyglądała Gubałówka. Spora część przyjechała na jednodniowy wypad. Z pewnością jednak nie wszyscy. Piotr Korczak
Pizza przy stoliku za rogiem, kawa u przyjaciółki, kuzyn z daleka – tak przedsiębiorcy z Zakopanego radzą sobie w czasie lockdownu. - Dużo firm się otworzyło. Większość jednak działa w podziemiu, bo ludzie boją się nalotów służb i mandatów – mówi Gerard Wolski z Kościeliska, który reprezentuje Wolnych Przedsiębiorców.

Zgodnie z decyzją rządu lockdown przedłużony został do 18 kwietnia. W tym czasie nie wolno wynajmować pokoi dla turystów, restauracje nadal mogą serwować tylko posiłki na wynos. Zamknięte są baseny, siłownie, ale również salony fryzjerskie, czy kosmetyczne.

Życie jednak toczy się dalej. - Wiele biznesów się otworzyło. Działają restauracje, pensjonaty, jak i inne firmy. Wystarczy zobaczyć co się dzieje w weekendy w Zakopanem i na szlakach. Przecież ci ludzie, którzy przyjeżdżają w góry nie mieszkają pod namiotami – mówi Gerard Wolski, który sam prowadzi wynajem.

Goście w pensjonatach, czy kwaterach prywatnych pojawiają się np. pod przykrywką rodziny z dalsza. Z kolei do kosmetyczni panie chodzą na… kawę do przyjaciółki. A przy okazji poprawiają sobie paznokcie. Jak ktoś chce, może także zjeść posiłek w restauracji. Na Krupówkach nadal czynna jest restauracja „Góraleczka”, która – mimo zakazów – otworzyła się w zimie. Ale nie tylko ona.

- Ostatnio, gdy spacerowałem z dziećmi po Krupówkach, zaczepił mnie człowiek. Pytał się, czy chcemy zjeść pyszną pizzę w normalnych warunkach, w ciepłym lokalu, a nie ma ławce na Krupówkach. Wskazał ulicę i mówił, że tam działa normalnie lokal – mówi pani Maria, mieszkanka Zakopanego.

Gerard Wolski dodaje, że wiele firm otworzyło się „po cichu”, bez ogłaszania tego wszem i wobec. - Ludzie działają, ale po cichu. Bo boją się nalotów policji i sanepidu, kontroli i kar – mówi przedsiębiorca. On sam zaznacza, że jego biznes jest cały czas otwarty. Bo nie ma wyjścia. Inaczej nie przetrwa.

Zaczynają przychodzić kary do przedsiębiorców. - Myśmy mieli od połowy stycznia już 11 kontroli – mówi Paweł Drabik, właściciel restauracji Jaga w Zakopanem, która jako jedna z pierwszych zdecydowała się otworzyć mimo zakazu. - Był czas, że kontrole szły seriami. Potem przez 28 dni nie mieliśmy ani jednej kontroli. Teraz zaczynają przychodzić do nas decyzje i kary. Sanepid zakopiański próbował dostarczyć nam decyzję o całkowitym zamknięciu lokalu. Są decyzje co do kar finansowych, ale ja oficjalnie nie mam ich jeszcze w ręce.

Ponadto jak dodaje Drabin, toczą się wobec niego trzy postępowania prokuratorskie w związku z otwarciem restauracji.

Największy nalot policja i służby zorganizowały w lutym na restaurację „Góraleczka” przy Krupówkach. - Wtedy pod restaurację na Krupówkach przyjechało osiem radiowozów, weszło 38 osób na kontrolę, policjantów, pracowników sanepidu i innych służb. Nie dziwię się więc, że przedsiębiorcy się boją – mówi Wolski. I dodaje, że przez lockdown rośnie szara strefa pod Giewontem. Ludzie działają i zarabiają, ale nie płaca podatków.

Niezadowoleni z decyzji rządu biznesmeni spod Giewontem – określający się mianem Wolnych Przedsiębiorców – w sobotę pojechali do Warszawy. Chcieli w czasie 11. rocznicy katastrofy smoleńskiej wręczyć „prezent” rządzącym. Zabrali ze sobą taczki z kukłą, na której znalazła się podobizna Jarosława Kaczyńskiego i napis „Jeśli ktoś nie jest w stanie być odpowiedzialnym politykiem w takich warunkach, to znaczy, że się do niej po prostu nie nadaje". W ten sposób chcieli wyrazić swój sprzeciw wobec polityki rządu.

Jednak nie udało się im to. Podobnie jak inni protestujący nie zostali wpuszczeni na Plac Piłsudskiego, gdzie odbywały się uroczystości upamiętniające ofiary katastrofy prezydenckiego samolotu sprzed 11 lat. Placu pilnowała policja.

Zwierzęta też potrafią się śmiać

Wideo

Materiał oryginalny: Lockdown w Zakopanem. "Wiele firm działa, ale w podziemiu, po cichu. Boją się kontroli" - Gazeta Krakowska

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie